Monday, 10 December 2012

Godny zastępca.

Ostatnio świat obiegła moda na Ciate Caviar. Cieszą się one taką popularnością, że na stronie internetowej Ciate wszystkie egzemplarze zostawy wyprzedane.




Do zestawu wchodzi lakier bazowy i 'kawiorek' w pasującym do siebie kolorze, a cena zestawu to Ł18... Co prawda lakiery tej firmy są trawałe i mają ciekawą gamę kolorystyczną, jednak czy warto wydać tyle za coś czego raczej na codzień stosować nie będziemy? Pozostawiam to Waszemu osądowi.


Jednak ja dziś przychodze do Was z godnym i o wiele tańszym zastępcą. Firma MUA wprowadziła na rynek Nail Constellation, jest to nic innego jak malusieńkie kolorowe kuleczki('kawiorki'), które aplikujemy na lakier bazowy.


Jeśli się nie mylę jest 4 lub 5 wariantów kolorystycznych(poprawcie mnie jeśli wiece dokladnie). Teraz najciekawsza część, cena to zaledwie Ł3. Myślę, że za takie pieniądze można się skusić i przetestować produkt. Jeśli przypadną Wam do gustu, chętni mogą inwestować w oryginał.
Mnie ta ozdoba bardzo się spodobała. Skusiłam się na dwa kolory.

Jednak jest to coś raczej na specjalne wyjścia, sylwester się zbliża. Taka ozdoba może robić nawet za biżuterie, robi wrażenie i przyciąga uwagę.


Trzeba uważać, żeby nie zaciągnąć nimi pończoch, czy zbyczajnie nie zrobić sobie krzywdy.
Jest tylko taki problem, że niewiem czy można je dostać gdzieś w Polsce. W UK znajdziecie je w każdym Superdrug'u.
Mam nadzieję, że kogoś zaciekawiłam tym postemi. Jeśli miałyście do czynienia z 'kawiorkami' (oryginalnymi badź zastępcami) podzielicie się swoją opinią na ich temat.


Pozdrawiam i całuję.
Sally

Saturday, 8 December 2012

Sobotnia koloryzacja.

Sobota. Wieczór. Mój mężczyzna w pracy...do późna... Muszę znaleźś sobie jakieś twórcze zajęcie. Wiem, ufarbuję włosy! :D Dobrze... twórcze to to nie jest, ale moje odrosty prosiły się już dwa tygodnie, a ja skutecznie znajdywałam sobie wymówki. Przyszedł mój czas.
Niedawno w (brytyjskiej) telewizji zobaczyłam reklamę farby  Garnier Olia. Zachwalana jaka to ona nie cudowna i bez amoniaku i mnóstwo olejków kwiatowych pochodzenia naturalnego. Pomyślałam czemu nie ;) i tak będę farbować się, więc przetestuję. Regularna cena to Ł7, ja swoją nabyłam w Boots za Ł6.


Pierwsze wrażenia. Dziwny design pojemnika, którym aplikujemy produkt na włosy. Składniki są osobno zapakowane, łaczymy je dopiero w wymyślnym pojemniczku, co jest dość deprymujące, gdyż dużo produktu pozostaje w swoich opakowaniach.



Brak nie przyjemnego zapachu-duży plus! Ale za to odżywka zbyt mocno perfumowana. Konsystencja lejąca, może nawet za rzadka, ale treściwa i tłusta(czyżby to rzeczywiście zasługa olejków?).


Ciekawe jest to, że bazowa substancja (rozjaśniacz?) poparzyła mi skóre dłoni tak samo jak robią to pozostałe farby.


Bardzo prosta w aplikacji i co ważne naprawdę trudno obrudzić się nią. Zwykle podczas farbowania miałam czarne uszy :D i przy okazji pół łazienki było w farbie. Ciekawe jest też to, że paleta kolorów robi wrażenie. Mój kolor to Soft Black.

Zmywanie produktu z głowy to czysta przyjeność. Co ciekawe, woda w połaczeniu z farbą tworzą kolor kawy z mlekiem, wszystkie pozostałe farby robiły ciemno brązową wode, w sumie niewiem czemu mnie to zastanawia... Ostatecznie odżywka też okazała się przyjemna, lekka konsystencja, a włosy po niej przyjemnie miekkie i śliskie. Widze, że tym razem farbowanie dla moich włosy było mniej 'stresujące'. Nie są szorstkie i co chyba najważniejsze nie wypadały pod czas mycia!


Podsumowując, farba Olia zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i jestem więcej niż pewna, że zakupie ją znowu. Kolor równomiernie pokrywa całą długość włosa, nie tworząc nieestetycznych 'braków'. Włosy są przyjemne w dotyku i o dziwo wyglądają na zdrowe, i naturalne(chociaż kolor o tym nie świadczy).


Jeśli regularnie farbujecie włosy, polecam Wam przetestowanie, jeśli tak się stanie podzielcie się swoimi przemyśleniami i odczuciami. Dziękuję serdecznie jeśli ktoś dotrwał do końca.
Na koniec słodkie Dobranoc od mojego szynszylka Hipka :*


Udanego weekendu.
Sally

Monday, 3 December 2012

Usta na potęgę!

Witajcie kochani.

Pogoda nie rozpieszcza nas dzis. W wiekszości miejsc w Polsce pada śnieg, deszcze, bądź co gorsze; deszcze ze śniegiem. Brrr... nic miłego. Londyn dziś rano też nie przywitał mnie słońcem. W prawdzie nie pada ale... w sumie to nie mogę narzekać i nie będę!
Szukając inspiracji na dzisiejszego posta, przejrzałam galerie zdjęć w telefonie. Okazuje się, że tej jesieni mam bzika na punkcie ust. Chyba nie świadomie podążam za obecnymi trędami.



Łatwo powiedzieć : "modne są intensywne kolory", ale na suchych, spieszchniętych ustach, nawet najdroższa i nawilżająca szminka nie będzie wyglądać estetycznie. Szczególnie, że warunki atmosferyczne nie uproszczają nam zadania.
Przychodzę więc z kilkoma małymi (pewnie większości dobrze znanymi) radami.
Podzielę się z Wami tylko tymi sposobami, które sama stosuję, a że jestem strasznym lenien i nie potrafie niczego robić systematycznie będzie banalnie prosto :)
Po pierwsze, wszyscy czyścimy ząbki. Tak więc zaraz po tym procesie masuję usta moją szczoteczką. Wykonuję kuliste ruchy, dość intensywnie ale nie przasadzajmy, bo łatwo możemy podrażnić skóre.
Taki masaż poprawia ukrwienie, usta stają się pełniejsze i różowe,uwydatnia się linie/kształt ust, wyglądają zdrowo i seksownie. No i oczywiście pozbywamy się suchych skórek.



Inną opcją jest też szmatka muślinowa, takową zmywam mój makijaż i oczyszczam twarz każdego wieczoru. Podczas tego zabiegu, peelinguje również usta. Szmatka muślinowa daje o wiele delikatniejszy efekt złuszczenia, ale przy regularnym stosowaniu usta nigdy nie będą wyglądać na nie zadbane.



Następny sposób podpatrzyłam u Lisy Eldridge. W czasie makijażu, zwykłym patyczniem higienicznym nakłada ona balsam/wazeline na usta, tym samym masują je. Efekt podobny do muśliny.
Jeśli macie więcej czasu i zamierzacie urządzić sobie domowe SPA, polecam przygotować prosty peeling.
Kilka przepisów:
cukier+miód
cukier+oliwa z oliwek
zaparzona kawa+miód/oliwa ( kawa ujędrni przy okazji usta i poprawi elastyczność)
zaparzone płatki owciane+miód/oliwa
Albo sam miód(dla leniuszków).



Ja do powyższych mieszanek dodaje też olej arganowy lub z pestek winodron. Możecie te przepisy modyfikować wg upodobań.
Istotny jest następny krok-nawilżenie. Po powyższych czynnościach konieczne jest nałożenie na wargi czegoś tłustego i treściwego, żeby pozwolić ustom zregenerować się i złagodzić podrażnienia.
Tu możemy szaleć. Począwszy od gotowych wazelin, balsamów, sztyftów ochronnych po olejki i produkty pochodzenia naturalnego.
Ale to temat rzeka, więc wiecej rozpiszę się w następnym poście.
Serdecznie całuje i pozdrawiam:)
Sally