Niedawno w (brytyjskiej) telewizji zobaczyłam reklamę farby Garnier Olia. Zachwalana jaka to ona nie cudowna i bez amoniaku i mnóstwo olejków kwiatowych pochodzenia naturalnego. Pomyślałam czemu nie ;) i tak będę farbować się, więc przetestuję. Regularna cena to Ł7, ja swoją nabyłam w Boots za Ł6.
Brak nie przyjemnego zapachu-duży plus! Ale za to odżywka zbyt mocno perfumowana. Konsystencja lejąca, może nawet za rzadka, ale treściwa i tłusta(czyżby to rzeczywiście zasługa olejków?).
Ciekawe jest to, że bazowa substancja (rozjaśniacz?) poparzyła mi skóre dłoni tak samo jak robią to pozostałe farby.
Bardzo prosta w aplikacji i co ważne naprawdę trudno obrudzić się nią. Zwykle podczas farbowania miałam czarne uszy :D i przy okazji pół łazienki było w farbie. Ciekawe jest też to, że paleta kolorów robi wrażenie. Mój kolor to Soft Black.
Podsumowując, farba Olia zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i jestem więcej niż pewna, że zakupie ją znowu. Kolor równomiernie pokrywa całą długość włosa, nie tworząc nieestetycznych 'braków'. Włosy są przyjemne w dotyku i o dziwo wyglądają na zdrowe, i naturalne(chociaż kolor o tym nie świadczy).
Jeśli regularnie farbujecie włosy, polecam Wam przetestowanie, jeśli tak się stanie podzielcie się swoimi przemyśleniami i odczuciami. Dziękuję serdecznie jeśli ktoś dotrwał do końca.
Na koniec słodkie Dobranoc od mojego szynszylka Hipka :*
Udanego weekendu.
Sally
Witaj czy Tobie tez kolor się jakby wypłukał po paru myciach? Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieje na dalsze komentarze bo zaczęło być ciekawie.
ReplyDeletewww.ladyzolza.blogspot.pl